Bądź samcem Alfa swojego życia

Spotkałem ostatnio Janka. Sączył piwo przez słomkę, a co gorsza piwo było z sokiem i śmierdziało jak sfermentowane szczyny. Skrzywiłem się, ale jeszcze nie przewidywałem katastrofy. Może miał zły dzień, może coś poszło nie tak na równi pochyłej jego życia. W końcu wszyscy mamy pochylone, tylko że niektóry w złą stronę. Ale wystarczył jeden rzut oka na Janka i wiedziałem. Bluza dresowa i wypchane w kolanach spodnie. Co najmniej trzydniowy zarost. A kiedy zaczął mówić, mogłem ze 100% pewnością wyczuć, co jadł wczoraj na śniadanie. Skrzywiłem  się i zamówiłem Tequila Sunrise dla osłodzenia sytuacji. Poza tym, nie mogłem przyjąć tego na trzeźwo. Janek chciał wrócić do rodziców. Czy może być coś bardziej kurewsko żałosnego?

Bycie pierdołą to nie grzech ani powód do wstydu. Kiedyś tak myślałem, póki nie straciłem dziewictwa. Bycie na utrzymaniu rodziców to rozsądne, ekonomiczne rozwiązanie. Kiedyś tak myślałem, póki nie wyrosły mi jaja. A że mam je od urodzenia, cóż… odpowiedzcie sobie sami. Ale wróćmy do Janka. Miał byle jaką pracę, była jaką laskę, byle jakie życie. Ok., do wybaczenia. Ale to, że chciał znowu mieszkać u starych, wyczerpało moje pokłady tolerancji. Wiek 25 lat nie powinien być wiekiem psa z podkulonym ogonem. Powinien być wiekiem koguta, z ogonem postawionym na sztorc. Gotowego do walki. Ze światem, z chorym systemem, z beznadziejnością. I z sobą samym.

Lśniąca karoseria i skórzana tapicerka Audi zamiast odrapanego autobusu, na którym ktoś napisał umyj mnie chuju. Dwupokojowe mieszkanie w całkowicie twoim stylu zamiast pokoju u rodziców wytapetowanego w kwiecisty wzór. Zgrabna, pozytywnie nastawiona do życia bogini zamiast marudy z nadwagą. Inteligentny szef, który cię docenia, zamiast debila, dla którego znaczysz mniej niż paragon z kiosku. W szafie pół tuzina szytych na miarę garniturów, zamiast dresu poplamionego keczupem. I ty. Pewny siebie i swoich zalet, ambitny i wierzący w swój sukces zamiast… no właśnie, czego?

Płaczesz, że po raz kolejny ci nie wyszło? Rzygasz swoją robotą, ale chodzisz do niej, żeby mieć na piwo i czynsz? W radiu słuchasz rzewnych popowych gniotów, wyobrażając sobie, jakby mogło być? Przestań. Wyjdź z siebie i stań obok. Nie jesteś taki całkiem do dupy. A jeśli jesteś, zrób coś z tym. To twoje życie, do cholery. Nie przeżyje go za ciebie ani matka, ani laska z wąsem, ani szef-fiut. Statystycznie masz ok.  73 lat życia. A jeśli jesteś kobietą – 81. Odlicz od tego 20 pierwszych lat, kiedy jeszcze miałeś prawo popełniać błędy. Masz więc 50-60 lat. To dużo, czy mało? Dużo, jeśli twoje życie jest denne i ślizgasz się od jednej bandy do drugiej. Ale wciąż za mało, jeśli chcesz odnieść sukces. Dlatego wykorzystaj to, co masz. Nie licz na koneksje, bo teraz zapraszasz kumpli na piwo, a kiedy o coś poprosisz, wyprą się ciebie szybciej niż święty Piotr. Nie licz na rodziców, zwłaszcza jeśli sami ledwo przędą. Nie licz na dziewczynę, bo to ty powinieneś być dla niej oparciem.

Kobiety nie lubią złamasów, którzy płaczą na reklamie Cocolino, bo przypomina im czasy, kiedy mieszkali z mamusią. Kobiety nie lubią pajaców, którzy w restauracji udają, że zapomnieli portfela. Kobiety nie lubią, kiedy robi się je w chuja. Nie bądź Janem, który powiedział lasce, że mamusia robiła lepszą pomidorową. Nie bądź Janem, który traktuje kobietę jak sztuczną inteligencję, która przypadkiem sprząta i chodzi z tobą do lóżka. Nie bądź Janem, który po pół roku wspólnego mieszkania mówi, że wraca do rodziców. Bądź sobą. A jeszcze lepiej – bądź KIMŚ.

Znacie serial Suits? Padają tam zajebiste cytaty. Mój ulubiony brzmi: żyj zgodnie ze swoimi możliwościami. Innymi słowy skorzystaj z tego, co masz w głowie. Nie bój się wyjść przed szereg, nie bój się rzucić studiów i rozkręcić własnego biznesu. Nie bój się rzucić pracę w fabryce i iść na studia. A jeśli potrzebujesz większego hajsu – nie bój się wyjechać za granicę. Nie, to nie szansa, jak powiedziała prezydentowa. To tylko jeden ze sposobów na zarobienie kasy. Nic więcej.

Od czego zacząć swoje nowe życie? Od zmiany siebie i swojego otoczenia. Na początek wal w mordę swojego najgorszego wroga. Siebie. Bo to ty sam podcinasz sobie skrzydła. I na dodatek robisz to tępymi nożyczkami, więc nie dziw się, że to boli. Bo byle jakie życie boli. Więc wsadź rękę do spodni. Nie, zapomnij o Reni. Sprawdź tylko, czy masz jaja. Jeśli tak, zacznij żyć pięknie.

Dam ci kilka kiepskich rad, z których przydadzą ci się jedna, może dwie. Ale od czegoś trzeba zacząć.

  1. Wywal stare skarpetki. Te z dziurami (tak, wiem to naturalna wentylacja), przetarciami i z rozciągniętymi paluchami. Wywal wszystkie. I kup siedem nowiutkich par dobrej jakości. Wszystkie zmiany zaczynają się od skarpetek.
  2. Dobre buty to podstawa. Najlepiej z prawdziwej skóry (mea culpa, ekolodzy), eleganckie i wygodne. Czyść je i konserwuj. Dbaj o nie, prawdopodobnie to twoja najlepsza inwestycja w życiu. Nie jesteś bogaty? To przynajmniej rób dobre wrażenie. I zmień myślenie.
  3. Kup dobrze dopasowany garnitur. Jeśli jesteś nieforemny, kup szyty na miarę. Nie pytaj po co, skoro pracujesz w fast foodzie. Kup go i powieś w widocznym miejscu. Zmień swój cel.
  4. Zrób swojej dziewczynie niespodziankę. Zaproś ją do drogiej restauracji. Dowiedz się, jakie kwiaty lubi i wyślij je pod jej adres. Zabierz ją dzisiaj nad morze i pokaż, jak zajebista jest plaża nocą. Bądź dla niej miły i szarmancki. Tak zmieniasz swoje najbliższe otoczenie. Na szczęśliwsze.
  5. Oddziel ziarno od plew. Są kumple, którzy namawiają cię na jeszcze jednego shota, kiedy ledwo trzymasz się na nogach. Są też kumple, którzy dadzą ci po pysku, kiedy trzeba sprowadzić cię do pionu i nie wyśmiewają twoich pomysłów. Zmieniaj swoje otoczenie. Na bardziej wartościowe.
  6. Pracuj na sukces. Nie studia, nie znajomości, nie kasa. Tylko to, co masz w głowie i twoje ambicje pozwolą ci wyjść na ludzi. Bądź rekinem, a nie płotką. Nie daj się połknąć. To ty masz gryźć życie, a nie ono ciebie. Zmieniaj siebie.

A na koniec odwiedź rodziców. Nie na tydzień, miesiąc czy na rok. Najwyżej na dwie godziny, bo jesteś przecież umówiony. Ze swoim nowym życiem.