Bohaterska super rodzinka — recenzja filmu „Iniemamocni 2”

Po aż czternastu latach od wydania pierwszego filmu pojawiła się jego kontynuacja. Czy Iniemamocni 2 są na tyle mocni, by przyciągnąć do kina?

Fabuła? No jest

Historia rozpoczyna się w momencie, gdzie zakończono poprzedni film. Człowiek Szpadel planuje zniszczyć część miasta i przy okazji okraść okoliczne banki. Fantastycznej grupie nie udaje się powstrzymać kopiącego w ziemi przeciwnika i rodzina Parrów znowu ma kłopoty, gdyż zostaje zatrzymana przez policję. Jakby tego było mało, program, który miał na celu ochronę superbohaterów i pomoc w ukrywaniu się, został zawieszony. Protagoniści otrzymują jednak ciekawą ofertę od rodzeństwa Deavor, gdyż czują oni wielki sentyment do ich zawodu i pragną, by znów mogli działać legalnie. W tym celu tworzą całą kampanię marketingową i plan działania, a twarzą tej akcji zostaje Helen Parr znana pod pseudonimem Elastyna.

Okazuje się, że powrót obrońców sprawiedliwości nie odpowiada przestępcy znanemu jako Ekrantyran, który potrafi zahipnotyzować ludzi, używając ekranów telefonów, telewizorów czy komputerów. A biedny Bob musi stawić czoła obowiązkom domowym, które do tej pory pełniła jego elastyczna żona. Nie będę kłamać — fabuła jest tak sztampowa, że po pierwszych piętnastu minutach wiedziałem, kto jest tym złym, jakie będzie rozwinięcie całej historii i jak się skończy. Jednak bohaterowie to zdecydowanie rekompensują.

Bobas rządzi

Najważniejszym elementem filmu są bohaterowie. Bob stara się poradzić sobie z, jak się wydawało, prostymi czynnościami pokroju rozwiązywania ułamków czy opieki nad najmłodszą z pociech. Wiola przeżywa swoją pierwszą, niezbyt udaną miłość. Elen bardzo przykłada się do nowej pracy, ciągle jednak myśli o rodzinie i wypytuje swojego męża jak sobie radzi. Bob z kolei, który czuł się zawsze bohaterem numer jeden, nie może pogodzić się, z tym, że znalazł się na drugim miejscu. Jednak wspiera swoją rodzinę najlepiej jak potrafi. Dzieciaki z kolei rozwijają swoje moce i nie mogą pogodzić się z tym, że znów muszą ukrywać swoje zdolności. Po przygodach na wyspie z poprzedniej części, miały nadzieję, że nie będą już musiały udawać kogoś kim nie są.

Najlepszą atrakcją całej historii jest Jack-Jack. Jego postać i sceny z jego udziałem są fenomenalne i przepełnione świetnym humorem. Maluch zaczyna korzystać ze swoich mocy bardziej świadomie, a uwierzcie mi, ma ich sporo. Najlepszy moment to zdecydowanie pojedynek z pewnym zamaskowanym stworzeniem. Swoich zdolności używa bardzo chaotycznie, aż wolę nie wiedzieć co z niego wyrośnie (a mam nadzieję, że dowiemy się w kolejnej części). Postać jest tak słodka i radosna, że uśmiech na naszej twarzy jest obecny w każdej sekundzie jego występów na ekranie.

(Nie)poważne tematy

W filmie są poruszane kwestie takie jak rodzicielstwo, uzależnienie dzisiejszych ludzi  od ekranów naszych smartfonów (sama postać Ekrantyrana i jego komentarze co do rzeczywiści) czy odwrócenie tradycyjnych ról w rodzinie, gdy to mama pracuje, a tata zajmuje się dziećmi oraz domem. Zdarzają się głębokie monologi, więc jeśli chcecie zabrać swoją pociechę lub młodsze rodzeństwo, szykujcie się na to, że wiele kwestii nie będzie dla nich zbyt zrozumiałych. Jest też kilka oczek puszczonych w kierunku starszego, dojrzałego odbiorcy. Film jest troszkę poważniejszy od swojego poprzednika, jednak to wciąż produkcja przeznaczona dla małego widza. A bardziej rozbudowane kwestie i myśli zawsze można wytłumaczyć dzieciakom po seansie.

Technikalia, taka sytuacja

Od strony wizualnej film błyszczy. Kilka dni przed seansem drugiej części obejrzałem pierwszą i różnica jest ogromna. Więcej efektów świetlnych, cieniowanie, bardziej naturalne ruchy gałek ocznych. Porównując te dwa dzieła, można zobaczyć, jak wiele zmieniło się w dziedzinie animacji komputerowej. Naturalnie nie ma co się dziwić, tytuły dzieli czternaście lat.

Muzyka została skomponowana przez Michaela Giacchino, który otrzymał w 2009 roku oscara za ścieżkę dźwiękową do filmu Odlot, więc o tę warstwę martwić się nie trzeba. Dubbing został świetnie zrealizowany. Piotr Fronczewski jako Pan Iniemamocny czy Kora jako Edna, znana projektantka strojów superbohaterów, zachwycają. Fenomenalny pokaz sztuki podkładania głosu prezentuje Krzysztof Banaszyk (gracze powinni kojarzyć go jako Vernona Roche’a z Wiedźmina 2 i 3), który robi za Winstona Deavora, szefa międzynarodowej korporacji telekomunikacyjnej. Jest tak naturalny, energiczny, jakby urodził się z tą rolą. Świetnie, że aktorzy powrócili do swoich postaci. Według mnie buduje to więź z bohaterami, bo zmiana obsady wybijałaby nas z narracji.

Super rodzinka jest na fali

Zdecydowanie warto wybrać się na seans, bo Iniemamocni 2 toidealny film na wypad z rodziną lub jeśli macie ochotę przypomnieć sobie dzieciństwo. Zarówno dorośli, jak i maluchy będą się bawić równie dobrze. Postacie są ciekawie napisane, dubbing jest na wysokim poziomie, a mnogość gagów i żartów zachęca do śledzenia całej fabuły.


Ocena: 8/10

Lekki film dla widzów w każdym wieku. Masa dobrego humoru i zgrabnie napisanych postaci.