Rozbity Klaun – recenzja filmu „Joker” (2019)

„...wszelka przemoc z natury swej nieuchronnie wiedzie do zbrodni.” – Andrzej Sapkowski

Uwaga! Wpis może zawierać spoilery

Send In The Clowns

Joker, obecny w kinematografii na przestrzeni wielu dziesięcioleci, zawsze wyróżniał się wyjątkowym podejściem twórców oraz aktorów wcielających się w tę rolę do definicji szaleństwa, jakie napędza ich tok postępowania. Dostaliśmy więc Jokera Cesara Romero – figlarnego i nieszkodliwego błazna z serialu oraz ekranizacji komiksu z lat 60, groteskowego i nieco mrocznego Jacka Nicholsona – gangstera z filmu Tima Burtona, anarchistycznego impetyka granego przez Heatha Ledgera z Mrocznego Rycerza, Jareda Leto, dla którego nie mam przymiotników i wreszcie Joaquina Phoenixa, głównego bohatera najnowszej produkcji zanurzonej w uniwersum DC Comics.

Niech was jednak nie zwiedzie etykieta: „ekranizacja komiksu”. Owszem, Joker nie pomija ani jednego istotnego elementu świata przedstawionego z serii komiksów. Akcja dzieje się w Gotham, odwiedzamy znane lokalizacje, jak szpital Arkham, spotykamy nawet kluczowe dla uniwersum postacie ( 😉 ). Jednak ten, kto spodziewa się kina superbohaterskiego powinien zmienić oczekiwania. Film jest dokładnie taki, jak został zakomunikowany zwiastunem.

Czy warto poświęcić uwagę kolejnemu rebootowi w tak chaotycznie produkowanym uniwersum DC? Osobiście, zniesmaczony kolejnymi propozycjami filmowymi od Warner Bros., aż do ukazania się pierwszego zwiastuna byłem sceptycznie nastawiony do wizji ponownego oglądania historii nadrzędnego antagonisty Batmana (trzeba zaznaczyć, że film jest dziełem indywidualnym, nie włączonym w żadną z dotychczasowych serii DC). Pierwszy zwiastun nastawił mnie już bardziej optymistycznie. I, finalnie, nazywając rzeczy po imieniu, Joker to arcydzieło! Odpowiadając na pytanie z początku akapitu: tak, zdecydowanie warto!

A ch*j z tym, rzucam tę robotę… Ma ktoś ognia?

W ponurym kalejdoskopie

Styl wizualny, jaki obrali twórcy Jokera, nawiązuje do klasyki kina dramatycznego oraz kryminalnego. Kamera niespiesznie wędruje przez cały film sprawiając, że nawet pozornie statyczne ujęcia mają w sobie „życie”. Kadry nie są zbyt długie a cięcia nie powodują dezorientacji.

Napięcie w filmie budowane jest przede wszystkim kolorystyką oraz dynamicznymi zmianami oświetlenia. Zdjęcia nagrane w low key potęgują depresyjną aurę dzieła, ale pomimo ogólnej mrocznej atmosfery, każdy kadr jest wyraźny i czytelny. Sekwencje są oddzielone dominującą barwą, która współgra z jej wydźwiękiem. Dzięki umiejscowieniu szybkich scen akcji w ruchomym środowisku, oświetlenie wręcz szaleje, co w pełni zastępuje chaotyczne ruchy kamery oraz szybki montaż i dodaje zaskakującej ekspresji.

Muzyka, skomponowana przez Hildur Guðnadóttir, rewelacyjnie podkreśla uczucia targające głównym bohaterem. Wybitny minimalizm (użycie jedynie wiolonczeli oraz instrumentów perkusyjnych) zdaje się odzwierciedlać myśli Arthura Flecka (Jokera), ograbionego z każdej pozytywnej emocji. Ścieżkę dźwiękową dopełniają także klasyczne utwory soulowe, rockowe oraz pop tradycyjny.

Joker

Wcielenie się w Arthura Flecka wymagało zapewne  od Joaquina Phoenixa dużo przygotowań fizycznych oraz psychicznych. Sylwetka Arhura – wychudzonego, astenicznego, przyćmionego – współgra z jego apatyczną naturą. Nienaganne ruchy, pełne tików nerwowych, ale miejscami również zgrabne i płynne, urzeczywistniają odgrywaną przez niego postać oraz pozwalają zajrzeć głębiej i wyczuć stan, w jakim bohater w danym momencie się znajduje. Dzięki temu nie tylko dialogi budują wizerunek Jokera, ale także jego mowa ciała. Gra aktorska Joaquina nie pozostawia złudzeń i klasyfikuje go w poczet wybitnych artystów sztuki filmowej.

Śmiech Jokera zasługuje na oddzielny akapit. Joaquin wynalazł nową jakość w kreacji tego niezbędnego i charakterystycznego dla postaci elementu ekspresji. Gwałtowny, niepohamowany ale również zgorzkniały śmiech jest kluczową częścią wydarzeń, okiem cyklonu napędzającym wichry szalejące wokół protagonisty.

Należy również wspomnieć o charakteryzacji Joaquina w pełnym makijażu. Wybór klasycznego wizerunku klauna trafia w sedno, urealnia obraz (Arthur z zawodu jest klaunem) oraz tworzy całkowicie unikatową wizję Jokera.

Z pozostałych aktorów wcielających się w role pierwszoplanowe należy również podkreślić grę aktorską Frances Conroy. Aktorka, wcielająca się w matkę głównego bohatera, również kreuje postać znajdującą się na skraju obłędu, jednak jej aberracja ma zupełnie odmienną naturę od szaleństwa jej syna.

Alone…

Szalona idea

Założenie obrazu jest, lekko mówiąc, absurdalne. Todd Phillips podjął się karkołomnego zadania ekranizacji rozrywkowego segmentu sztuki (komiksów superbohaterskich) i nadania jej poważnego tonu. Nie wiem, jaki cel przyświecał reżyserowi i scenarzyście przy doborze tła dla historii, którą chcą opowiedzieć. Mogę jedynie domniemać, że dzięki takiemu zabiegowi produkcja trafi do znacznie szerszego grona odbiorców, co moim zdaniem jest strzałem w dziesiątkę, zwłaszcza, że temat jest aktualny i często bagatelizowany… ale o tym później.

Film jest bardzo spójny. Od razu widać, że został przemyślany w najdrobniejszych detalach i nic nie pozostawiono przypadkowi. Wizja artystyczna została zrealizowana z elegancją i lekkością, która niebywale kontrastuje z ciężarem historii. Czas trwania projekcji nie nuży i nie pozostawia niedosytu, gdyż etapy oraz przewroty są logicznie osadzone oraz pełne napięcia.

Tytuł filmu zdradza kierunek fabuły, która skupia się na portretowaniu jednego bohatera. Kamera krok w krok pokazuje przemiany, jakie zachodzą w otoczeniu protagonisty oraz wewnątrz jego samego. Metamorfoza Arhura w Jokera jest nakreślona mistrzowsko, realistycznie i subtelnie.

Historia opowiadana jest niespiesznie, daje widzowi możliwość pełnego wglądu w wydarzenia przedstawiane na ekranie. Zachowany jest logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy i pomimo skali zdarzeń, jakie powoli następują w obrębie miasta, nie wydają się one naciągane. Mnogość zwrotów akcji nie przytłacza, a każdy z nich dokłada cegiełkę do muru odgradzającego Flecka od świata.

Słów kilka na koniec

Joker to dzieło bezkompromisowe, nowatorskie, nie bojące się podejmować trudnej tematyki. To dzięki realizmowi oraz immersyjnemu wykonaniu możemy spojrzeć na świat z perspektywy osoby z zaburzeniami psychicznymi i rozważyć pokrętną logikę stojącą za jej zachowaniem. Jedno jest pewne – kumulacji negatywnych doświadczeń, spotykających apatycznego Arhura, można było uniknąć. Czy nie lepiej zwalczać przyczyny niż zbierać żniwo skutków?

Podsumowanie

Podsumowanie

Arcydzieło, które z marszu trafiło do panteonu moich ulubionych filmów. Gorąco polecam!
10
Joker (2019)
  • Bezbłędna produkcja
  • Poważny temat ujęty w ramy ciekawej, wiarygodnej historii
  • Kameralność dzieła
  • Gra aktorska z najwyższej półki
  • Charakteryzacja
  • Muzyka
  • Tematyka może być odebrana przez niektórych jako próba usprawiedliwiania zbrodni, pomimo jasnego przesłania (co nie jest wadą filmu, a odrealnionych interpretacji, które już teraz zaczęły powstawać na pęczki)