Test myszy bezprzewodowej Logitech G903 Lightspeed

Wybór dobrej myszy gamingowej nie jest dziś łatwym zadaniem. Na rynku możemy dostrzec wiele ciekawych modeli od jeszcze większej liczby producentów. Ja sam jestem fanem marki Logitech G (nie tylko w przypadku myszek). Od kilku lat korzystam z modelu przewodowego G402, który wyśmienicie się spisuje. Sprawdźmy, czy młodsza siostra G903 Lightspeed, duchowa następczyni G900, również przypadła mi do gustu.

Bezprzewodowa siła

Na tle bezprzewodowych gryzoni G903 Lightspeed wyróżnia się między innymi bardzo dobrym ładowaniem indukcyjnym, dzięki podkładce z systemem PowerPlay. Wiele słyszymy o urządzeniach, które możemy ładować właśnie w taki sposób. O ile w przypadku smartfonów to tylko ciekawy dodatek, o tyle dla myszy bezprzewodowej to naprawdę przydatna rzecz. Oczywiście już kilka lat temu zdarzały się gryzonie, których producenci skorzystali z tego elementu, jednak nie działało to zadowalająco. Takim modelem był na przykład A4Tech NB-30.

Tutaj system ładowania indukcyjnego działa bardzo dobrze. Jednak jeśli chcemy z niego korzystać, to przyjdzie nam wydać dodatkowo około 570 złotych na specjalną podkładkę o której wspominałem wcześniej. Gdy już mamy cały zestaw, to po prostu podłączamy PowerPlay do komputera i korzystamy. Podczas użytkowania mysz jest ciągłe ładowana do jakichś 95%. Aby naładować ją w pełni, trzeba zostawić ją na chwilę spoczynku na podkładce. Nie jest to tanie rozwiązanie, jednak zdecydowanie przyszłościowe, bowiem pozwoli użytkownikowi uwolnić się od kabli oraz baterii.

Cała praca z G903 Lightspeed może odbywać się też standardowo, na samym naładowanym akumulatorze, bez specjalnej podkładki przez jakieś 30 godzin nieprzerwanego użytkowania. Wtedy po prostu podpinamy kabel, który czyni myszkę przewodowym gryzoniem. Używamy jej, a w tym czasie sprzęt się ładuje. Po naładowaniu możemy zdecydować, czy nadal chcemy korzystać z całości  przewodowo, czy też wrócić do trybu bez kabla.

Nienaganny futurystyczny wygląd

Już wygląd samego pudełka, w którym otrzymałem sprzęt do testów mówił, że gryzoń ten to sprzęt najwyższej klasy. Całość została zapakowana w elegancką bryłę kartonu, która chroni sprzęt przed jakimkolwiek przemieszczaniem się i uszkodzeniem fizycznym. Logitech G903 to ten sam, bardzo ładny, futurystyczny wygląd, z którym mieliśmy już styczność w modelu G900 Chaos Spectrum. Piękna bryła (standard w przypadku myszy Logitech G) robi bardzo dobre wrażenie. Przyciski umieszczono w łatwo dostępnych miejscach, przez co użytkowanie jest bardzo przyjemne. Cały sprzęt został wykonany z matowych i połyskujących plastikowych elementów.

Kolory diod podświetlających mysz możemy dowolnie zmienić w specjalnej aplikacji Logitecha, w której widzimy i możemy konfigurować również inne sprzęty tej marki. Na plus zasługuje tutaj opcja wybrania koloru podświetlenia i jego trybów, czego niestety nie da się zrobić w mojej ukochanej G402.

Przyciski zostały wykonane dużo lepiej niż w modelu G900. Nie różnią się wyglądem, jednak są wyraźnie trwalsze. Mikroprzełączniki do tego modelu wyprodukowała firma Omron, a ich trwałość została oszacowana na jakieś 50 milionów przyciśnięć. Przypominam, że w przypadku wersji G900 było to około 20 milionów. Jak widzimy, zmiana jest dosyć spora.

Jak wiemy, w przypadku Logitecha rolka to jeden z najlepszych elementów gryzoni. W modelu G903 Lightspeed  otrzymała bardzo ciekawy element, tak zwany tryb bezwładnościowy. Pozwala on nam na rozkręcenie rolki tak, że sama się kręci się, przewijając dłuuuuugie strony dokumentów i witryn internetowych. Na początku korzystałem ze sprzętu tylko w tym trybie, dziwnie mi się tak pracowało. Jednak stopniowo zacząłem się przyzwyczajać. Dopiero po jakimś czasie zdałem sobie sprawę, że pod rolką jest specjalny przycisk, który pozwala dezaktywować i aktywować ponownie ten tryb. To bardzo ciekawy i pomocny przy pracach z dokumentami element.

Gry, praca, gry, gry, praca

Logitech G903 Lightspeed wyposażono w sensor PixArt PMW3366, który w rzeczywistości bazuje na jednym z najlepszych czujników PixArt PMW3360. Zapewnia on bardzo wysokie prędkości maksymalne. Do tego gryzoń komunikuje się z komputerem za pomocą technologii bezprzewodowej z szybkością transmisji bezprzewodowej rzędu 2,4 Ghz. Sprawiła ona, że podczas pracy bezprzewodowej oraz grania nie odczułem jakichś zmian. Moje ruchy przekładały się na natychmiastowe ruchy kursora.

Jedną z pierwszych gier, jakie wziąłem do testów, był Counter Strike: Global Offensive. W przeciwieństwie do wielu użytkowników wolę grać w trybie szybszego ruchu kursorem. Ustawienia w grze zostawiłem bez zmian, ustawienie myszy skonfigurowałem na takie samo, jak w moim G402. Z początku grało mi się dosyć dziwnie (grałem zarówno przewodowo, jak i bezprzewodowo), jakoś trudniej było mi zabijać przeciwników. Ale było to spowodowane tylko przyzwyczajeniem do mojego własnego gryzonia. Im m dłużej korzystałem z G903, tym gra stawała się przyjemniejsza i już zapomniałem, czy gram na G402, czy też na G903.

W innych grach, które testowałem (World of Warcraft. League of Legends czy Star Wars: Battlefront II) mysz również spisywała się bardzo dobrze. Mogę pokusić się również o stwierdzenie, że w przypadku Battlefronta, grało mi się nią o wiele lepiej, szczególnie podczas bitew na statki kosmiczne, gdyż dużo wygodniej manewrowało mi się statkiem, gdy mysz nie posiadała żadnego kabla przewodowego.

Podsumowanie

Podsumowanie

Logitech G903 Lightspeed to bardzo dobra mysz dla graczy. Szczerze polecam ją wszystkim tym, którzy od swojego gryzonia oczekują głównie niezawodnej pracy bezprzewodowej, a przy tym szybkiego ładowania. Jeśli jednak nie zależy nam na bezprzewodowości, to z łatwością znajdziemy inny produkt tej firmy, który spełni nasze oczekiwania tak samo jak G903, i to za dużo mniejsze pieniądze.
9
Logitech G903 Lightspeed
  • Świetny wygląd
  • Dobry mechanizm
  • DPI
  • Waga
  • Cena